Robienie zakupów to pozornie zwykła, codzienna czynność. Zaczyna się od zrobienia listy tego, co mamy kupić, sprawdzamy jak duże pustki ogarnęły naszą lodówkę i wyruszamy na łowy. Nie wiemy jeszcze wtedy ile pułapek jest zastawionych na naszą konsumencką psychikę. Specjalnie, aby napisać ten post, wybrałam się do pobliskiego marketu, żeby sprawdzić, czy triki psychologiczne, których celem jest nakłonienie nas do zakupów mają zastosowanie w praktyce. Posłuchajcie, jakie są moje obserwacje.
1. Po wejściu do sklepu pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to stoiska z warzywami i owocami. Piękne, błyszczące (oczywiście oświetlone w określony sposób) i zachęcające do włożenia do koszyka. W chwili kiedy do nich podchodzimy, uświadamiamy sobie, że przecież powinniśmy jeść fit i zdrowo. Wkładamy, więc do naszego koszyka różne owoce, które akurat zachęciły nas wyglądem i ceną. Już możemy spać spokojnie, bo w naszych zakupach znalazły się źródła witamin i „wydłużacze życia”. Jedziemy naszym koszykiem szczęścia i co znajdujemy kilka półek dalej? Oczywiście leki na nasze smutki, czyli SŁODYCZE. Na pewno nie wszyscy, ale ludzie o słabszej sile woli skuszą się na produkty z tego działu. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, nasz mózg zakodował, że już zapakowaliśmy zdrowe rzeczy, więc jeśli sięgniemy po coś niezdrowego, ale niewielkiego to nic się nie stanie. No cóż, nawet nasze centrum dowodzenia czasem świruje.
2. Kolejną ciekawą sprawą jest rozmieszczenie produktów, po które tak naprawdę przyszliśmy i były one na naszej liście. W moim przypadku jest to pieczywo, jajka i kurczak. Tutaj sprawa nie jest tak prosta, jak np. z warzywami. Pełni wytrwałości i zorientowani na osiągniecie celu przedzieramy się przez cały sklep w poszukiwaniu naszych skarbów i… znajdujemy je, ale na drugim końcu sklepu. Kiedy docieramy na miejsce to uświadamiamy sobie, że w koszyku mamy kilkadziesiąt innych (niepotrzebnych) rzeczy, które włożyliśmy po drodze. Dodatkowo położenie różnych rzeczy jest od czasu do czasu zmieniane, aby trudniej było nam było znaleźć te najpotrzebniejsze i żeby więcej drobiazgów znalazło się w naszym koszu. Nie bez powodu sklepy zatrudniają specjalistów od marketingu i psychologów, którzy opracowują strategię usytuowania poszczególnych produktów. Jak możemy zauważyć, to działa.
3. Czy będąc w sklepie dacie radę sprawdzić godzinę bez wyciągania swojego zegarka lub telefonu? No właśnie, zegary w marketach to zdecydowanie rzadkość. Celem tego zabiegu jest stracenie przez nas poczucia czasu. Według badań brytyjskich naukowców racjonalnych zakupów dokonujemy przez pierwsze 23 minuty w sklepie. Później łatwiej ulegamy reklamie i nie zwracamy tak uwagi na datę przydatności.
4. Każdy człowiek w swojej psychice ma zakodowane, iż dana cena oznacza, że jakaś rzecz jest tania lub droga. U jednego tak granica jest wyższa, a u innego niższa. Osoby ustalające ceny doskonale o tym wiedzą i dostosowują cenę do odbiorcy danego produktu. Nie wiem dokładnie, na jakiej zasadzie w tym przypadku działa nasz mózg, ale np. cena 5,20 zł wydaje mu się być wysoka, natomiast 4,99 gwarantuje, że zmieścimy się w naszej granicy 5 zł i kupujemy rzecz oznaczoną tą ceną.
5. Stanie w kolejce do kasy wydawałoby się kresem naszej sklepowej przygody, a jednak nawet w tym miejscu czekają na nas pułapki. Stojąc w kolejce (zwłaszcza tej dłuuugiej), zaczynamy się nudzić. Rozglądamy się, więc dookoła w celu zainteresowania się czymś i pozornego skrócenia tego czasu oczekiwania. „Przypadkowo” w zasięgu naszego wzroku znajdują się mini produkty takie jak batoniki czy gumy do żucia. Sięgamy po nie, mimo iż nie było ich wcale na naszej liście zakupów. Magia manipulacji?
Mam nadzieję, że zwrócicie uwagę będąc w sklepie na te niezauważalne na co dzień triki sklepowe, a może sami zauważyliście jakieś inne pułapki czekające na nas w marketach? Jestem bardzo ciekawa waszego zdania. Piszcie śmiało w komentarzach. ⤵
Czy wiesz, że…
Średnio 52% zakupów, których dokonujemy to zakupy nieplanowane i niekoniecznie potrzebne.
sobota, 24 marca 2018
sobota, 17 marca 2018
Jak to jest z tym przyciąganiem?
Każdy z nas spotyka na swojej drodze setki lub tysiące ludzi. Z częścią nich mamy tylko przelotny kontakt, a inni zostają w naszym życiu na dłużej. Dlaczego tak się dzieje, że z pewnymi osobami możemy przebywać 24/7, a niektórzy irytują nas po pierwszym spotkaniu? Co wpływa na to, jakimi ludźmi się otaczamy? Powszechnie nazywane „przyciąganie międzyludzkie” może być rozpatrywane na dwa sposoby. Jedni uważają, że przeciwieństwa się przyciągają, inni zaś są zwolennikami przysłowia „ciągnie swój do swego”. Gdzie więc leży prawda?
Rozmyślając na ten temat, każdy z nas powinien zastanowić się, jaki jest jego najlepszy przyjaciel, czy podobny do nas, czy wręcz przeciwnie. Większość, po dłuższym zastanowieniu, odpowiedziałaby, że jednak dosyć i podobny i duża liczba cech was łączy. Nie mówię tutaj o ulubionym smaku lodów czy serialu, a raczej o usposobieniu, stylu życia. Spokojne osoby kolegują się zazwyczaj ze spokojnymi osobami, a te bardziej zwariowane trzymają się razem. Z czego to wynika? Po prostu tak działamy podświadomie. Relacje podobnych do siebie osób są trwalsze ze względu na to, że nie ma między nimi gwałtownych spięć, panuje harmonia, jest im tak wygodniej i prościej. Ciężkie jest życie bezwzględnego kanapowca z fanem ciągłych podróży, imprezowicza z „domowym niedźwiadkiem”, pracoholika z osobą nastawioną na spędzanie dużej ilości czasu z rodziną. Ludzie o odmiennym temperamencie też mogą się ze sobą kolegować/przyjaźnić, jednak będzie to raczej relacja krótkotrwała lub niezbyt intensywna. Dlaczego? W tym przypadku możemy mówić o fascynacji. Ktoś pomyśli „jestem spokojnym książkomaniakiem, a on jest szalonym imprezowiczem — to jest coś ciekawego i nowego”. Oczywiście, nie przeprowadza takiego procesu myślowego, stojąc przed nim i na niego patrząc, wszystko odbywa się w podświadomości. Człowiek jest istotą, która szybko się jednak nudzi, dlatego po pewnym czasie wraz z fascynacją odchodzi chęć do budowania relacji z osobą całkowicie od nas różną.
Od każdej reguły jest jednak wyjątek. Faktycznie istnieje taka możliwość, że ludzie o różnych charakterach lub znajdujący się w innej sytuacji będą dogadywać się ze sobą wspaniale i budować dobrą relację przez długi czas. Mam na myśli uzupełnianie się. Nikt nie jest idealny i każdemu brakuje jakiejś cechy, którą w głębi duszy chcielibyśmy mieć. Weźmy na przykład osobę totalnie niezorganizowaną i niemogącą zapanować nad swoim czasem. Jeżeli spotka na swojej drodze życia, kogoś, kto nie żyje bez planera i lubi mieć większość rzeczy zorganizowanych to będzie ją do takiej osoby ciągnęło, bo ma ona to, czego ta pierwsza nie. Warto jednak zauważyć, że po pewnym czasie ten nieogarnięty człowiek stanie się bardziej zorganizowany, bo przejmie tę cechę od swojego np. partnera. Zauważmy jednak, że STANĄ SIĘ ONI PODOBNI, więc w rezultacie wracamy do punktu wyjścia.
Myślę, że większość z Was zauważyła, jaka jest puenta tych rozważań. Chciałam, jednak podkreślić, że nie oznacza to, że mamy całkowicie rezygnować z kontaktów z ludźmi o charakterach odmiennych niż nasz, ale nie załamywać się, gdy naszego przeciwieństwa wcale do nas nie przyciąga, a zwłaszcza nie możemy utrzymać tej relacji na dłużej.
Czy wiesz, że...
Jeżeli dwie osoby ze sobą rozmawiają i jedna nieznacznie odsuwa stopę albo gwałtownie rusza nią w zewnętrznym kierunku, jest to znak, że mają różne zdanie lub panuje pomiędzy nimi niezgoda.
Źródła:
Eric Berne "W co grają ludzie"
Papilot.pl (ciekawostka)
sobota, 10 marca 2018
Jak rozmawiać z osobami nieśmiałymi?
Nieśmiałość
to cecha, która towarzyszy mi od zawsze, zaczynając od dzieciństwa przez
dojrzewanie aż po dorosłość. Bycie nieśmiałym
polega głównie na poczuciu dyskomfortu, obawy lub nawet strachu w kontaktach z
innymi ludźmi. Może to być spowodowane lękiem przed krytyką, brakiem chęci
zwrócenia na siebie uwagi lub przekonaniem, że to co powiesz i tak nikogo nie
interesuje.
Nieśmiałość może mieć źródła w:
a)
wychowaniu
b) relacjach
z rówieśnikami, współpracownikami (krytyka, wykluczenie)
c)
traumatycznymi przeżyciami
d) niską
samooceną
Jak to było
u mnie? Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale zaczęło się od spotkań rodzinnych
na, których ciągle słyszałam słowa „Agata, powiedz coś”, a ja mimo, że chciałam
to nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Później nadeszła podstawówka, gdzie
kontakt z ludźmi stał się częstszy i bardziej intensywny. Na tym etapie problem
przedstawiał się nieco inaczej i polegał na tym, że myślałam: „Nie zgłoszę się
do tablicy, bo na pewno to co powiem i zrobię będzie źle”. Gimnazjum i liceum
to czas kiedy swój lęk przed rozmową trochę przełamałam, ale pojawił się inny
problem. Liceum do, którego chodziłam znane jest jako „jedno z lepszych” oraz,
że uczą się tam „tylko mądre osoby”. Pomyślałam więc, że pozostali mają bardzo
interesujące i poważne tematy do rozmów, a ja pewnie gadam o samych głupotach i
nikogo to nie obchodzi i w chwilach kiedy takie myśli napływały mi do głowy to
rzeczywiście milczałam jak grób.
Taki wstęp
mam nadzieję, że wprowadził Cię do tematu i wiesz już na czym polega to
schorzenie. Tytuł tego tekstu nie dotyczy metod walczenia z nieśmiałością
(takich porad w Internecie są setki),
ale sposobów jak rozmawiać z takimi osobami. Według mnie, osoby nieśmiałe można
podzielić na takie, które nie chcą nawiązywać kontaktu z innymi ludźmi oraz na
takie, które są skore do rozmowy, ale jej rozpoczęcie i podejście do kogoś ich
przerasta. Dzisiaj zajmiemy się tą drugą grupą.
Często osoby
bojące się początkowo rozmowy z drugim człowiekiem są przy bliższym poznaniu
bardzo sympatyczne i przyjazne. Większość z nich zdaje sobie sprawę ze swojego
problemu i stara się mu zaradzić czytając na ten temat i próbując wcielać rady
w życie. Okazuje się jednak, że ludzie nie zachowują się tak jak pisze w
poradniku. Co więc robić, żeby nie
zniechęcić nieśmiałej osoby do kontaktu?
è Po pierwsze, nie naciskaj. Najgorsze, co moim zdaniem można zrobić to kazać komuś
mówić coś na siłę lub rzucać tekstami typu „No czego nic nie mówisz? Powiedz
coś”. Gwarantuję, że to spowoduje odwrotny skutek od zamierzonego.
è Znajdź wspólny, prosty temat. Jeżeli chodzicie do tej samej klasy, możesz np. zapytać o
jakiś przedmiot lub o nauczyciela. Fajne jest też użycie słów „Czy Ty też..?”
lub „Ja tak samo”. Dzięki temu druga osoba czuje pewność, że nie zostanie
skrytykowana za to co powie, bo ktoś ma podobne zdanie do niego i się z nim
solidaryzuje.
è Pytaj, ale nie zasypuj pytaniami. Jeśli rozmowa zamieni się w kwestionariusz osobowy to
nieśmiały człowiek może poczuć się osaczony lub pomyśleć, że traktujesz go jak
małe dziecko, które wymaga specjalnej troski i może poczuć się zawstydzona.
è Bądź sympatyczny i nie traktuj rozmówcy gorzej. Ta zasada przyda Ci się w każdej
konwersacji. Nikt nie lubi czuć, że ktoś go lekceważy, a tym bardziej ktoś,
kogo samoocena i tak jest bardzo niska.
è Nie zadawaj tylko pytań zamkniętych, bo możesz być prawie pewny, że otrzymasz wyłącznie
odpowiedź „tak” lub „nie”. W tym przypadku może nieco przesadzam, ale mam na
myśli to, że nie otrzymamy na tyle rozbudowanej wypowiedzi jakiej byśmy
oczekiwali.
è Uśmiechaj się!
Według mnie uśmiech bardzo pomaga w komunikacji, ponieważ osoba, z którą
rozmawiasz zaczyna odbierać Cię jako kogoś sympatycznego i wartego zaufania
oraz nabiera więcej pewności w rozmowie z Tobą. Możesz pomyśleć, że to oklepana
zasada, ale czy nie czujesz się lepiej, kiedy ktoś powita Cię z uśmiechem na
ustach? J
è Nie zdziwi Cię pewnie informacja, że
nieśmiałym ludziom łatwiej rozmawiać
poprzez SMS-y lub komunikatory
internetowe. Dobrym pomysłem będzie, więc rozpoczęcie konwersacji w ten
właśnie sposób, w celu ich ośmielenia, ale w dalszych etapach znajomości nie
musisz ograniczać się tylko do takiej formy rozmowy.
Z autopsji wiem, że niektórzy postrzegają nieśmiałych ludzi
jako zarozumiałych. Długo zastanawiałam się, dlaczego tak jest, ale odkryłam
pewne wytłumaczenie. Często takie osoby w stosunku do rodziny i innych
najbliższych sobie osób są bardziej ośmielone ze względu na to, że bardziej je
znają i mają do nich więcej zaufania, a do pozostałych osób pozostają ciche i
zamknięte. Sprawia to wrażenie jakby selekcjonowały ludzi, z którymi
rozmawiają, a z którymi nie.
Czy wiesz, że…
Znane osobistości również zmagały się
z nieśmiałością. Tom Hanks, aby przezwyciężyć swój lęk przed rozmowami z innymi
ludźmi i wystąpieniami publicznymi, zapisał się na studia aktorskie i dzięki
temu krokowi dzisiaj jest znanym aktorem z dużym dorobkiem filmowym.
Komunikacja z osobą nieśmiałą nie
należy do najłatwiejszych i na pewno dla niektórych może stanowić duże
wyzwanie, ale warto spróbować, gdyż osoby te potrafią być prawdziwymi
przyjaciółmi i ciekawymi rozmówcami.
Wszystkie porady jakie tu przedstawiłam wynikają z mojego doświadczenia jako osoby nieśmiałej oraz znajomych mi osób i ukazują moim zdaniem cenne wskazówki w kontaktach z takimi ludźmi.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










